Zbigniew Sosulski, pastor Słowo Życia

Szukaj
Szukaj:
Wyświetl:
Pomoc
Tytuł: Zbawienie - świadectwo
Data: niedziela, 23 września 2018

Gdy wczoraj, przygotowując się do usługi na niedzielne nabożeństwo, rozważałem słowa wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa opisane w ewangelii Łukasza z 17 rozdziału o Królestwie Bożym, przypomniałem sobie społeczność jaką miałem w zborze „Arka” w Olkuszu prawie rok temu.

Przypomnienie rozmowy z moim byłym Bratem z rady zborowej, gdy jeszcze byłem pastorem tego zboru, spowodowały słowa Jezusa, że Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie, oraz: nie będą mówić, że jest tutaj, czy tam, bo Królestwo Boże jest pośród nas.

Zapytany o Grażynkę, jego żonę, najpierw posmutniał, gdy poinformował o jej śmierci, a potem gdy opowiadał o wydarzeniach poprzedzających śmierć i o latach mojej nieobecności; bo od 2002 roku rozpocząłem (już na 100 %) służbę w innym zborze; tak więc poznałem historię dalszych losów jego rodziny.

Choć jego żony nie widziałem na nabożeństwach w Olkuszu, zapadła mi w pamięci, gdy na nasze uroczystości 10-lecia zboru, w czerwcu 1999 roku, zaproponowała, że przyjdzie i ugotuje dla wszystkich wielki gar bigosu. Wraz z mężem, zorganizowała produkty i umówiona na dostęp do wolnej kuchni przy lokalu, który wynajmowaliśmy, sama wszystko zrobiła…

Przy uroczystym posiłku z obiadem i deserami, nawet nie wychodziła z kuchni, krzątając się i szykując posiłki, które roznosiły do stołów inne osoby. Nie szukała dla siebie zauważenia, podziękowań, czy zasług.

Jak się okazało, to były pierwsze i ostatnie (jak na razie) uroczystości rocznicowe zboru. Tym bardziej doceniamy tą rocznicę i okoliczności tego wydarzenia.

Za rok minie 30 lat powstania zboru „Arka” w Olkuszu. Jak Bóg pozwoli wszystko przed nami!

 

Brat Wiesław był dla mnie dużym wsparciem w prowadzeniu i odpowiedzialności za zbór. Dzielił się Słowem Bożym na zgromadzeniach, jego syn Miłosz uczęszczał na szkółkę dla dzieci. Do dziś z przyjemnością i ze wzruszeniem oglądam nagrane programy na video z nabożeństw i przedstawień przygotowanych przez dzieci i młodzież.

Brakowało tylko Grażynki z nami…

Wiesław modlił się o rodzinę a szczególnie o swoją żonę. Jak się okazało ta modlitwa nie „zagasła” ani na moment… Nawet wtedy jak przyszło mu pogodzić się z rozwodem na żądanie żony.

Musiał to być dla niego i dla syna duży cios. Żyjąc w harmonii rodzinnej, nacechowanej delikatnością i wrażliwym stosunkiem do życia, trzeba było przeżyć traumę rozstania.

Wiesław nie przestał dobrze życzyć żonie i nadal interesował się jej losem. Był dobrym świadectwem chrześcijanina i powierzał wszystko w ręce Boże.

Gdy pewnego dnia przyszła wiadomość o chorobie Grażynki, a po jakimś czasie zdefiniowano, że nieuleczalnie chora, nie poprzestawał starania aby przyjęła do swojego serca Jezusa Chrystusa.

W tym czasie zbór organizował spotkania na nowym miejscu, a pastorstwo objął wspaniały człowiek, wieloletni duchowny kościoła, który wraz z rodziną przyjechał na południe Polski, choć nigdy nie pomyślał, że to byłoby kiedyś realne.

Pastor Marek odwiedzał w szpitalu Grażynkę, korzystając z zaproszenia Wiesława. Stan Grażynki się pogarszał, a nie było oczekiwanego efektu posługi duszpasterskiej. Modlili się za nią tak prywatnie w domach i na nabożeństwie.

Przyszedł dzień, w którym Wiesław czuł, że to może być ostatnia szansa aby jego ukochana żona (bo taka zastała na zawsze w jego sercu), przyjęła świadectwo ewangelii. Pastor Marek nie mógł od razu przyjechać. Życie w Grażynce gasło… Już nie było pełnego kontaktu z jej świadomością. Chciał chociaż aby z pastorem pomodlić się przy łóżku na którym leżała umierająca. Gdy pastor przyszedł, myśleli, że to za późno. W pewnym momencie Grażynka jakby się ocknęła i wróciła jej świadomość. Gdy słuchała co mówił do niej pastor, pojawiły się łzy i wyraźnie dawała znaki zgody na modlitwę. Odczuli Boże działanie spełnione w jej sercu i uścisk jej dłoni.

Jeszcze tego samego dnia zadzwonił Wiesław do pastora i poinformował, że Grażynka już odeszła..

 

U Boga jest wszystko możliwe. Choć okoliczności wydawały się beznadziejne i oddalająca się możliwość zbawienia, a czas biegł nie ubłagalnie do kresu życia, Bóg znalazł możliwość aby wyjść naprzeciw modlitwom i wierze. Królestwo Boże jest pośród nas, my nie możemy (Łuk.18:27) ale wiara nasza w Bogu, może.

Do zobaczenia Grażynko!

 

W tym roku były 3 pogrzeby bliskich mi Braci w Chrystusie, dwa w Krakowie i jeden w Olkuszu, nie mogłem być na żadnym z nich. Powody niby prozaiczne, obecność w dalekiej podróży, służbowe obowiązki też daleko od Krakowa, albo w tym samym czasie w szpitalu, ale bardzo jestem Bogu wdzięczny za Jego Królestwo w którym są też inni, którzy dopełnią posługi, gdy my nie możemy. Bóg zna i znajdzie sposób, ważne abyśmy wszyscy spotkali się u Niego, tam już nie będzie rozstań.


Autor: Zbigniew Sosulski

drukuj

Tytuł: Pielęgnujmy w sobie Nadzieję
Data: wtorek, 06 lutego 2018

„Żyję Nadzieją przyszłości, ona pomaga w czasie i ciężarach życia”

Gdy byłem osadzony w areszcie, w sumie około dwóch lat, bo aresztowany 4 razy w przeciągu trzech lat, a znając niesłuszność aresztowania, co się dopiero potwierdziło końcem 1983 roku, to właśnie nadzieja lepszej przyszłości pozwoliła mi na przetrwanie w dobrej kondycji psychicznej i cielesnej.

Wiem jaka jest nadzieja i jaką ma wartość, bo była mi potrzebna tam na każdą chwilkę mojej świadomości.

Nadzieja była i nadal jest moim Przyjacielem. Rozświetlała mi koszmar w piękny dzień w Raju. Wszystko tam było kolorowe, czyste, ciepłe i spełniające marzenia.

Nadzieja to mój Przyjaciel, to nie kto inny, tylko mój Pan, Jezus Chrystus. Rozświetlając mi życie, rozświetlał dla moich towarzyszy niedoli. Usuwał strach, dawał radość, a złość zamieniał w uśmiech.

Gdy idziemy przez to życie, które czasem wydaje się „ciemną doliną” czy nie odczuwamy nadzieję na lepsze jutro? … że oczekuje nas przeogromna radość? Ulga?

Bóg może w każdej następnej chwili zmienić nasze położenie na coś co przekracza nasze marzenia.

Dla „dziecka Bożego” jest jeszcze coś więcej…, że to ostatnie Jutro to ogrom przekraczający teraz nasze zrozumienie o prawdziwej wolności, która nie tylko nie ma, ale nie pamięta zła, potępienia, boleści, a jest tylko doskonałość nieograniczonej czasem i przestrzenią tej Bożej szczęśliwości, którą teraz choć czujemy odrobinę, ale tak bardzo potrzebna jest nam aby przeżyć kolejny dzień naszego zmagania.

Pielęgnujmy w sobie Nadzieję, nie pozwólmy aby nam ją ktoś ukradł, bo jest pewne, że nasze życie i Jutro, będzie miało sens!


Autor: Zbigniew Sosulski

drukuj


Copyright © Sosulski Paweł 2010. Wszelkie prawa zastrzeżone.